FANDOM


Pasta miała wersję "poprawioną" ale tu macie oryginał

W pewnym odległym mieście żyła dziewczynka, zwykła dziewczynka...  

-Ally! Chodź na obiad. - woła matka z kuchni. 

-Już idę mamo! - odpowiada wysoka, chuda i niezbyt piękna 13 letnia dziewczyna.

I poszła do kuchni. Na obiad były jak zwykle ziemniaki z makaronem, do picia była tylko woda. Alice mieszka z rodzicami na 10, i ostatnim piętrze w 9 klatkowym bloku, na każdej klatce jest tylko jedno okno, więc w domu często panuje półmrok, ponieważ okna są na północ. Na przeciwko stoi identyczny blok, ale oba są całkowicie opuszczone. Jej rodzina przeprowadziła się tutaj niedawno, powodem był brak pieniędzy żeby opłacić dawne mieszkanie. A tutaj, nikt nie wie o ich istnieniu. Ale czy na pewno? Po zjedzeniu posiłku Alice udaje się do małego pokoju z oknem na sąsiedni blok który dzieli z niechcianym lokatorem, czyli myszą. Kładzie się spać, bo jest zmęczona, w końcu dzisiaj pomagała tacie wnosić szafki z wysypiska do przedpokoju. Mama Alice zajęła się za to robieniem na drutach czapek na zbliżającą się zimę. W końcu zapadła całkowitą ciemność, a świeca się wypaliła.  

-Czapki będą musiały poczekać. - Westchnęła. Poszła do swojego pokoju, z pewnością, że zastanie męża naprawiającego cieknącą rurę nad ich głowami, lecz nie było go tam. Lekko przerażona postanowiła poszukać go na klatce, lecz nie chciała mówić o tym córce więc krzyknęła tylko do niej, że idzie się przejść. Ally mruknęła coś półsnem i dalej rozmyślała, jakby to było mieć to, co inne dzieci.,. Nigdy nawet nie dotknęła komputera, a co dopiero o używaniu. Mama wyszła, została sama  w mieszkaniu. Nagle Alice obudziło dziwne czerwone światło wydobywające się z okna. Wstała, po czym wyjżała przez okno i stanęła osłupiała. To co zobaczyła wydawało się być koszmarem. W bloku naprzeciwko  9 okien, na linii 7 piętra świeciło się na krwisto-czerwony kolor. 

-M,mamo?! - wyjąkała, lecz matka jeszcze nie wróciła i nie było jej w mieszkaniu.  Alice ogarną strach, weszła pod kołdrę i próbowała zasnąć, lecz nie udało jej się to. Około godziny 4 usłyszała zgrzyt klamki i płacz matki.  

-Co się stało? - zaniepokoiła się. 

-Twój ojciec... - próbowała powiedzieć matka, a Ally spodziewała się najgorszego

- nie żyje. - Dokończyła po czym ukryła tważ w dłoniach. Lecz Alice tylko spłynęła mała łza z oka, nie miała siły pytać, nie miała siły na nic. Zemdlała. Matka nie mogła jej wybudzić przez kilka dni, więc zaniosła ją do szpitala, kilka kilometrów od ich domu. Dała radę, ponieważ jako dziecko na farmie swoich dziadków nosiła ciężkie kosze z jabłkami, dlatego 45 kilogramów  potrafiła przenieść bez problemu. Szpital Gdy dotatrła dziwnie się czuła, tak jakby ktoś ją obserwował, po chwili gdy przyszła pielęgniarka, pomyślała iż może to być ona więc się uspokoiła. Lecz był to błąd. -Zapraszam do gabinetu - powiedziała.  Jednak kobietę zdziwiło bardziej to, jak była ubrana owa pielęgniarka niż to, że mówiła trochę męskim głosem. No bo po co jej była maseczka na usta i nos, i niebiesko żółte lustrzanki? Przecierz w szpitalu nie było jasno... Miała też rękawiczki sięgające po łokcie i podkolanówki do ud, w sumie nie było miejsca, gdzie było by widać jej skórę... No ale cóż miała zrobić?  -To nie mi coś jest, moja córka zemdlała. - powiedziała mama zemdlałej Ally

. -Ale najpierw potrzebuję panią -proszę?  Ale pielęgniarka  chwyciła ją za rękę i i zmusiła wejść do gabinetu. Przerażona kobieta siadła za rozkazem dziwnej osoby w kącie. A tamta zamknęła dzwi na klucz, który schowała do kieszeni. Potem odwróciła się tyłem do kobiety i zaczęła zdejmować maseczkę i okulary, a także ku zdziwieniu sparaliżowanej strachem matki perukę, jej włosy były od niej krótsze, brązowe i zniszczone. Potem wyjęła coś z szafki, dalej będąc do kobiety tyłem, coś granatowego, przypominało maskę. Powoli z narzędziem w ręku odwracało się do niej i zaczęło podchodzić. Kobieta była przerażona, jak nie można tego opisać. Dziwna poztać z granatową maską miała dziwne oczy, były czarne i nie przypominało to oczu a na dodatek coś czarnego wypływało z nich, ale kobieta pomyślała że w to maska lecz w tym czasie to ,,coś" zdążyło do niej podejść wyciągając przed siebie skalpel i zamachując się na kobietę męskim głosem wyszeptał: 

-Masz piękne oczy. *** W tym czasie Alice wybudziła się i nie wiedziała gdzie jest, bo nigdy nie była w szpitalu a owy budynek raczej go nie przypominał, więc wyszła i szła drogą przed siebie... dotarła do kościoła w którym modlił się ksiądz, nikogo nie było, a wybiła 18 więc ucieszony ksiądz podreptał do ambony i chciał zacząć odprawiać mszę, ale Alice upadła ze zmęczenia, w końcu nie jadła nic od 3 dni. Przerażony ksiąc zawlókł ją na plebanię, gdzie położył na łóżku i zapażył herbatę. Pomógł dziewczynce się podnieść a ta, wypiła przygotowany napój.  

-Dziękuję panu - powiedziała słabym głosem.

-To nic, ja się cieszę, że mogłem pomóc - odpowiedział zirytowany ksiądz, nigdy się nikim mię opiekował, to zawsze jemu wszyscy usługiwali. 

-Gdyby nie pan pewnie umarłabym z głodu!  Ksiądz milczał zakłopotany i poczrwieniał. 

-Odprowadzi mnie pan do domu? - uśmiechnęła się -yyy...pewnie! - księdzu zrobiło się duszno -Chyba że jest pan zajęty... Mogę pójść sama... -Nie! Odprowadzenia cię, mogę nawet teraz. I ruszyli w drogę, bo Alice powiedziała mu gdzie mieszka.

-Moja mama pewnie się martwi! Nie wiem jak się znalazłam w tamtym miejscu... 

*** Już przebrany w swoje ubrania Jack wyszedł na korytarz, zdziwił się, że nie ma tu dziewczynki. Ale on tak łatwo nie po puści jakiemuś dziecku. Wyszedł ze szpitala podążając śladami Alice. Znał jednak skrót do blokowiska więc doszedł tam szybciej... *** Alice dotarła do domu, była już 20:12. Podziękowała księdzu i weszła do klatki, zapominając o śmierci ojca i tajemniczych czerwonych światłach z okien bloku naprzeciw... Ale gdy weszła do mieszkania, było ono puste... Dziewczyna gdy weszła do swojego pokoju zobaczyła napisany na ścianie napis: Eyeless Jack. Nie znała internetu, więc nie wiedziała co to może być. Może żart mamy? Bezoki Jack? Co to jest?! Położyła się spać. Gdy obudziło ją czerwone światło otwożyła oczy szeroko i wszystko jej się przypomniała, chciała wstać i zobaczyć, ale kosztowało ją to dużo wysiłku. Słabła z dnia na dzień. Ale gdy wyjżała przez okno, nie zobaczyła 9 świateł. Było już tylko 5. Alice spowrotem położyła się na łóżku ale nie zasnęła, tylko leżała na plecach i patrzyła się w sufit. Potem dni mijały smutno i samotnie, a światła gasły. Nastąpiła taka noc, że światęłko zostało tylko jedno, wyczerpana położyła się i zasnęła. Wstała o 5 ale zauważyła, że jedzenie się skończyło. Gdy była 6 rano postanowiła poszukać czegoś do jedzenia. Wychodząc z bloku zauważyła w oddali jakby ktoś był powieszony na drzewie, a pod nim leżało czyjeś ciało. O drzewo opierała się dziwna postać, żując coś i patrząc się w kierunku dziewczyny. Gdy skończyło, nasunęło coś na twarz i zaczęło się zbliżać. Dziewczyna stała zamiast robić co kolejek z wielu przyczyn, była na skraju wyczerpania i trzymała ją ciekawość. Zakapturzona postać była na tyle blisko, że dziewczyna dostrzegła maskę, a z miejsca gdzie miały być oczy wyciekała czarna maź. Nie było otwory na nos ani usta, za to skóra osobnika była szara, lecz włosy brązowe. Alice przeraziła się najbardziej noża w ręku.  -Cz-czego chcesz? - zapytała zdenerwowana Osobnik nie odpowiedział, tylko przejechał sobie nożem po szyi. Zbliżając się na odległość metra. Mogła mu się przyjżeć uważniej; na jego bluzie z kapturem było pełno krwi, spodnie były podparte i zniszczone ale nie było czasu na więcej przyglądań, trzeba było uciekać, bo potwór zamachmą się ale Ally cudem unikła ciosu i wolno biegnąc, dotarła do miejsca w którym leżała łopata. Człowiek w masce tylko szedł spokojnie z nożem jakby był na zwykłym spacerze szedł w jej stronę. Alice wyciągnęła łopatę przed siebie i jeszcze raz spytała:

-Czego chcesz potworze! I kim ty wogłule jesteś? Zatrzymał się. Było słychać śmiech z pod maski. Serce Alice biło szybciej niż 3 razy na sekóndę. 

Demon zaatakował, widząc że dziewczyna opuściła nie umyślnie łopatę i dźgnął ją w rękę. Alice wyła z bólu ale nie długo, ku zdziwieniu Jacka zemdlała, ale nie dał za wygraną, odszedł mówiąc: -Zobaczymy się jutro! - i zaśmiał się szyderczo. Parę godzin później, Alice ocknęła się. Była zszokowana, nie wiedziała co ją jutro czeka, ale postanowiła, że musi się przygotować. Jakoś wdrapała się do mieszkania, i wzięła jeden z najostrzejszych noży. Sama zrobiła sobie opatrunek na rękę. Gdy nastała godzina o której miało się pojawić światło, tylko ostatnie okno mrugnęło raz. Ally wiedziała że to musi coś znaczyć. Ale nie widziała co... Postanowiła że nie będzie spać. Lecz zasnęła, osuwając się z parapetu na podłogę. Spała aż do 20 godziny. Obudził ją czyjś głos dobiegający z dołu: -Czekam! Znowu wszystko jej się przypomniało. To nie był sen... Chwyciła za nóż i pobiegła, nie wiedziała co ją czeka. Na dole było to, czego się spodziewała, czyli facet z maską. Ale... Miała go zabić czy co? 

-No wreszcie!

-Czego odemnie chcesz?! - zapytała zdesperowana dziewczyna. -Twojej śmierci! -Co ja ci takiego zrobiłam? -rozpłakała się -Dobrze wiesz co! I to było ostatnie co słyszała. Wybiła 20:13. Wszystkie okna w bloku na przeciwko zapaliły się na czerwono. Jack staną zrezygnowany i powiedział: -No cóż widać zrobi to ktoś inny. Ale jeszcze się zobaczymy. I znikną

-Co? To ostatnie co powiedziała, potem Alice się położyła i już nie wstała

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki