FANDOM


Pokemon inna historia 3: Nic mnie już tu nie trzyma... 

Kiedy doszedłem do miejsca w kórym żyłem przez tyle czasu zastałem jedynie szum wiatru przemykający się przez łodyki drzew i budowle znajdującymi się tu. Postanowiłem się przejść między budynkami wspominając radosne jak i przykre chwile. Odwiedziłem jeszcze swoją jaskinie w której mało się zmieniło bo w sumie prawie niczego tu nie było. Oprócz porozwalanego siana leżał skrawek papieru i mechaniczne pióro na naboje, na początku myślałem czy napisać krótką informację o okolicy żeby jeżeli ktoś kto tu się znajdzie i chciał nocować miał łatwiej ale się  rozmyśliłem  bo prędzej przyjdzie ktoś kto nie zasługuje na pomoc. 

Kiedy odchodziłem stamtąd zastanawiałem się nad tymi rzeczami którymi tutaj postąpiłem ale szybko przekonałem się że tak bo z perspektywy tamtych wydarzeń i wiedzy lepiej być nie mogło.  

Po paru godzinach doszedłem do centrum miasta lavender town, a raczej jego resztek. Ludzie sądzą że tutaj do dzisiaj można usłyszeć wystrzały karabinów z czasów wielkiej bitwy która pogrążyła miasto w ruinie i zapomnieniu, jedynie kogo tu można było spotkać to odwiedzających wędrownych którzy przybywali najczęściej pieszo żeby oddać się modlitwom w wieży cmentarnej za martwych członków rodziny lub pokemony. Plac na którym się znajdowałem był niegdyś centrum miasta acz teraz  jest jedynie pokryty przez naturę nie skalaną ręką ludzką. Kiedy przeszedłem  parę skrzyżowań w stronę nowo wybudowanego portu jak na tamten czas który nawet nie był ani razu wykorzystany w celu którym został skonstruowany zauważyłem jakąś sylwetkę na zakręcie ubraną w trawy chwasty. Postanowiłem iść przed siebie nie zwracając na niego uwagę. Chwilę później spotkaliśmy się na ulicy dość blisko żeby nawiązać rozmowę bez przekrzykiwania się. 

Stój kim jesteś lub czym? Zapytał się nieznajomy oglądając z dystansu mnie i moją aparycje. 

Ja, ja natomiast jestem sobą. Ludzie nazywają mnie różnorako ale jako tako imienia nie posiadam. Odpowiedziałem mu patrząc przez maskę którą miałem nałożoną na łeb.  

Skąd pochodzisz? Od razu się zapytał lekko zaszokowany. 

Ja głównie wędruje chociaż ostatni raz mnie trochę zatrzymał. 

Więc jesteś włóczęgą? 

Nie, po prostu ciągle coś trzymało nie w ruchu. A teraz ty mi powiedz coś o sobie. 

A co to ma to rzeczy?. Odpowiedział lekko zestresowany. Nie wiem czemu ale mam wrażenie że gdzieś już o tobie słyszałem. 

Możliwe iż słyszałeś coś od ludzi jakieś historie jak o człowieku z klątwą czyhającym na ludzi w lasach lub inne które mają tyle wspólnego z prawdą co dzień z nocą. I nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Odparłem rozglądając się po otoczeniu. 

Coś w tym stylu. A poza tym jestem żołnierzem, i nie boję się ciebie. 

Więc co ty tu robisz skoro tu nikogo nie ma żeby walczyć? Szybko odparłem. 

Najemnym, zapomniałem dodać. I mam tutaj robotę do robienia. Ale nie dzisiaj bo jeszcze pracy tu nie ma. I nie pytaj się kto to czy nawet ona lub on bo nie powiem, tajemnica zawodowa. 

I tak mnie to nie interesuje bo się stąd zabieram na dobre. Ale chcę się zapytać o jedną rzecz która nie jest związana z twym zleceniem. Zapytałem spokojnym głosem. 

Trwało to chwilę zanim się zdecydował oświadczając to lekkim kiwnięciem głowy. 

Czy dobrze się czujesz z tym wszystkim co robisz, czy jesteś w zgodzie z sobą? 

Jego mina lekko zrzedła na to pytanie po czym się nachylił i za pleców wyciągną swoją broń palną i się na niej oparł rozmyślając nad pytaniem. Daj mi pomyśleć. Odrzekł i zamilkł na dobrą chwilę. Szczerze? Się spytał jakby spokojny. 

Tylko o to proszę. 

Szczerze, to nie. Jakoś nigdy nie mogłem się pogodzić z mym losem. Ale to jest jedyna rzecz którą potrawie wykonywać. To dzięki niej przeżyłem tyle czasu ale co z tego skoro zabierałem życie innym. Powiedział posępnie powoli zatracając się w niej. 

To było szczere. A teraz coś ci powiem co może ci się przydać. Jak będziesz szedł stąd do Saffron to w okolicy centrum lasu który będzie na lewo będzie miejsce w którym będziesz mógł żyć spokojnie jeżeli tylko będziesz chciał. Zapewne zastanawiasz się jak rozpoznasz to miejsce, łatwo. To miejsce jest nad jeziorem w którym jest wielki głaz w centrum. Będzie tam ziemia uprawna, dużo ziela i owoców natury, miejsce do spoczynku i budowle do zagospodarowania. Tylko pamiętaj szanuj las a las będzie szanował ciebie. Ale to zależy od ciebie co zrobisz. Po czym popatrzyłem na niebo żeby zobaczyć jak wysoko jest słońce, mimo iż było jasno jednakże słońce chowało się za budynkami.  

Czemu ty mi to mówisz? Odparł lekko zdziwiony. 

Bo nie jestem zły. Gdybym był to bym cię zamordował od razu bez naszej rozmowy i wahania. Ale nie jestem taki jaki sądzą o mnie ludzie. Po czym razem zamilkliśmy. Wiesz co na mnie już pora żegnaj. Następnie wyminąłem go i zacząłem iść w stronę do portu. 

Czekaj! Krzykną w moją stronę a potem się obróciłem do niego. Dziękuje. Powiedział i następnie się zapytał. Pokażesz swoją twarz? 

W ten ja chwyciłem maskę i powoli zacząłem ją ściągać. A kiedy ją ściągnąłem całkowicie on zaczął dyszeć jak by zaraz miał zemdleć. I po chwili znowu założyłem ją z powrotem i odszedłem. 

Kiedy byłem w porcie panował jedynie dźwięk morza i szum liści wszędzie dokoła panujących. W porcie było kilka zatopionych wraków które lekko wystawały nad poziom morza ale stał też on. Wielki jacht z drewna który został okuty w żelazo, posiadający trzy wielkie żagle który każdy się składa z trzech pomniejszych. Tam byli moi przyjaciele z którymi odejdę stąd nie wracając tu bo nic mnie już tu nie trzyma.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki