FANDOM


Neoi to zwykła, niczym nie wyróżniająca się nastolatka. Ma 15 lat, długie, proste, czarne włosy, opadające na prawą część twarzy. Ma też oczy, czarne jak węgle. Uwielbia rysować. Przyjaźni się z jedną dziewczyną z całej szkoły,na której niestety nie zawsze może polegać. Koleżanka ma na imię Asher. Neoi żyje jak każda normalna nastolatka w jej wieku. Do czasu...

Był chłodny, deszczowy dzień, 11 września. Neoi jak co piątek szła do szkoły na późniejszą godzinę. Miała być punkt 9:00 w sali do chemii. Dziewczyna nienawidziła chemii. Miała z niej same 2 i 3, przez co matka zawsze była na nią wściekła. Neoi miała dwa talenty, rysowniczy i muzyczny. Reszta... same tróje. Jej koleżanka świetnie sobie radziła. Niestety, nigdy nie chciała pomóc Neoi. Była zbyt samolubna i dumna. Żerowała na dziewczynie, wyciągała od niej pieniądze na chipsy, w kółko prosiła o przysługi...

- Hai Neoi. – Wesoło przywitała ją Asher.

- Hejcza... – Rzuciła Neoi.

- Wiesz, że mam nowego chłopaka? Od wczoraj około 16:00 spotykam się z Bryan’em... Kupiłam sobie nowy podkład, ale był beznadziejny... Przeszłam na weganizm... Kobieto, czy ty mnie słuchasz?!- Nawijała Asher.

- T-tak... – Szepnęła Neoi. Zauważyła dziwną postać na oknem sali.- Zaraz wracam, idę do łazienki.

Dziewczyna wyszła z klasy, miała jeszcze 5 minut do chemii. W łazience przemyła twarz chłodną wodą i poprawiła włosy. Dzisiaj był jeden z jej trudniejszych dni. Matka miała wziąć rozwód z tatą. A Neoi miała być tego świadkiem. Bardzo kochała tatę... Matka jej tak dobrze nie rozumiała. Nigdy. Interesowały ją tylko ciągłe imprezy w Klubach. Często piła, paliła jak smok. Kilka razy brała dopalacze. Dobrze, że jeszcze w ogóle żyje. Zadzwonił dzwonek, jeszcze 5 godzin udręki...

-Jakim cudem ja jeszcze chodzę do tej szkoły?!- Wyszeptała do siebie Neoi.

Ruszyła do klasy. Usiadła obok Asher. Asher była świetna z chemii i innych nauk ścisłych, więc nie musiała już tak dużo się uczyć jak reszta klasy. W sumie tylko Asher miała na ten dzień średnią 5,0 z chemii.

Po lekcjach Neoi wracała smutna do domu. Znowu dostanie 1 z kartkówki z matmy. To już tradycja. Matka się wścieknie. Na pewno nie pozwoli iść jej do sklepu po nowe ołówki techniczne. Najbliższy market papierniczy jest daleko stąd. Pół godziny autobusem. Dlatego Neoi nienawidzi tego miejsca. Kompletna dziura.

-Mamo! Wróciłam! – Krzyknęła Neoi. Zero odpowiedzi. – Pewnie znowu pijana czy coś.- Szepnęła do siebie Neoi, a w jej oczach pojawiły się łzy. Tak bardzo nienawidziła swojego życia. Poszła do łazienki i umyła ręce. Zmyła też makijaż. Weszła do kuchni i włączyła czajnik. Chciało jej się dobrej, mocnej herbaty z cytryną. Potem poszła do baru na rogu i zamówiła sobie frytki. Przypomniały jej się czasy, kiedy to jeszcze mama smażyła jej takie domowe, a tata śmiał się w salonie, czytając dowcipy z gazety piątkowej. W oczach Neoi ponownie zagościły łzy...

-Dlaczego oni muszą się rozwodzić?!- Powiedziała głośno do siebie. Ludzie spojrzeli na nią zdziwieni. Neoi zrobiło się wstyd i wyszła w baru nie dojadając frytek. Ruszyła w stronę domu. Nie miała parasola, a ciągle padało, więc jej włosy były mokre, poprzyklejane do smutnej twarzy. Weszła do środka, na lodówce wisiała karteczka. :

,, Idź prosto do sądu, rozprawa rozpocznie się o godzinie 18:40. Czekam!’’

Tak... To było pochyłe, niestaranne pismo jej durnej matki. Wcale nie miała zamiaru iść. Ale musiała. Chciała być może ostatni raz zobaczyć tatę. Wyszła z domu, ubrana w długi, czarny sweter z kapturem, jeansy i granatowe Vansy. Sąd nie był daleko, około ½ km od domu. Szła spokojnie, włosy niechlujnie opadały jej na jedną stronę twarzy. Z oczu popłynęły pojedyncze łzy. Po 20 minutach była na miejscu. Lekko pchnęła bramę sądu. Drzwi otworzyły się z cichym zgrzytem. W środku było ciemno i mroczno. Odszukała salę numer 5. Była odrobinę spóźniona, więc wślizgnęła się bezszelestnie do ostatniej ławki. Nikt jej nie zauważył. Z bólem musiała słuchać kłamstw matki... Ojciec był bezsilny. Ta banda matołów wierzyła jej mamie we wszystko.

- Jakim cudem?! – Wyszeptała Neoi, bliska płaczu.

Usłyszała swoje imię. Jej kolej. Jej zeznania. Może się uda? Podeszła do bramki, a potem do stołeczka. Stanęła tuż przez obliczem sądu.

- Mów dziecko, co tylko wiesz. Ale wyłącznie prawdę.

Neoi opowiedziała wszystko, od początku, do końca. Widziała wyraz twarzy mamy. Ona...Ona ją zabije. Ale ciągle ma ojca, którego kocha. I chce uratować. Ta myśl dodała jej sił. Po zakończeniu rozprawy, sąd orzekł, że przyzna prawa rodzicielskie ojcu Neoi. Dziewczyna była prze szczęśliwa. Matka wręcz przeciwnie. Neoi i matka szły w milczeniu do domu. Dziewczyna po swoje rzeczy, a matka... Zostaje tam. W tej dziurze ze swymi problemami. Neoi otwarła drzwi i podeszła do schodów. Wyszła na górę, zapakowała się. Gdy chciała wyjść z pokoju... Pod drzwiami stała wkurzona matka. Pchnęła Neoi na korytarz, a ta się przewróciła.

- Nigdzie stąd nie idziesz, ty mała suko. – Wrzasnęła.

- Oczywiście, że idę, ,,mamo’’. Do taty. – Neoi wstała. Była wyższa od mamy, ale słabsza...

- Nie. Wracaj do pokoju.

- Nie mam takiego zamiaru. – Powiedziała spokojnie dziewczyna.

Matka chwyciła ją za sweter i pchnęła na schody. Neoi nie zdążyła się obronić i runęła ze schodów na sam dół, turlając się. Jej ręka bardzo ja bolała, prawdopodobnie była złamana.

- Zostaw mnie, puść. Idę do TATY! – Wrzasnęła.

Matka od razu zeszła na dół. Uderzyła ja kilkakrotnie w twarz. Z nosa Neoi pociekła krew.

- Nie. Zostaw! – Neoi próbowała się wyrwać. Miała dość długie paznokcie, więc zaczęła szarpać się z matką, drapiąc ją z całej siły. W końcu wyrwała się matce i wybiegła z domu. Próbowała jej uciec. Uciec od potwora. Biegła przed siebie, ale matka ja goniła.

- Wracaj tu, wariatko! – Krzyczała. Były tak daleko od domu, że naokoło nie było żywej duszy. Neoi zauważyła starą kosę, nieopodal czyjegoś domu z wielkim ogrodem. Chwyciła ją, zamachnęła się... Kosa była zadziwiająco lekka.

- Żegnaj mamo. – Wyszeptała dziewczyna. Uderzyła mamę kosą kilkakrotnie. Gdy zobaczyła, co zrobiła zaczęła uciekać. Było jej żal matki... Ale nie mogła już nic zrobić, była bezsilna. W jej psychice zaszły nieodwracalne zmiany. Biegła do ojca. Jednak w pół drogi zawróciła. Czy na pewno tego chce? U tatusia będzie nudno, a ta ,,zabawa’’ jej się spodobała. Hm... Chyba czas ją kontynuować. Pobiegła w stronę starego mostu, kończącego jej małą miejscowość. Biegła jak najdalej przed siebie, powoli, ponieważ taszczyła za sobą kosę. Gdy dotarła do parku, już w innym miasteczku, wspięła się na jakąś lipę. Usiadła na gałęzi i zaczęła rozważać opcję zostania mordercą.

- Czemu... Czemu TO mi się tak podoba? – Szeptała do siebie. – Nieważne... – Stwierdziła po chwili. – Chcę tym być. Nazwę się... Shakaree.

Po tamtym zdarzeniu Neoi długo szukano, przez prawie dwa lata. W końcu policja się poddała. Do tej pory nie wiadomo, gdzie i z kim się ukrywa...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki