FANDOM


                                                                   10 lat temu

>Dziś zamordowano kolejną osobę - Yamazaki'ego Inumi. Podejrzewamy, iż mordercą może być Jeff znany także jako ,,Jeff The Killer". Potwierdzono, że z emigrował do Japonii.  Prosimy w ramach bezpieczeństwa sprawdzić czy państwo przed pójściem spać sprawdzili okna, drzwi lub inne wejścia do domu. Dziękujemy za uwagę i życzymy dobrej nocy!<

-Tatusiu, co słuchasz? - Spytałam wchodząc do salonu. Było to średnie pomieszczenie o żółtych ścianach i kominkiem z rogu. Na środku stała wielka sofa na której siedział mój tata. Patrzył spod krzaczastych brwi na telewizor zawieszony na ścianie. Uśmiechnęłam się i wskoczyłam na jego kolanach przyczepiając się do jego szyi. -Yami - Powiedział ojciec poważnym, ale również komicznym głosem - ty jeszcze nie w łóżku? Pokręciłam głową tak energicznie, że moje dwa kucyki latały na wszystkie strony. Powtórzyłam pytanie na co ojciec zmarszczył brwi. Wyłączył telewizor i wstał. Zaczął wchodzić po schodach niosąc mnie na rękach. -Tatusiu - zaczęłam - Ano....otwarli nowe zoo... - Dobrze, Yami - przerwał mi mężczyzna wiedząc o co mi chodzi. Uśmiechnęłam się promiennie i wszczepiłam się mocniej w jego szyję. Bardzo go kochałam tak jak mamusie i braciszka. Ojciec otworzył drzwi od mojego pokoju. Zsunęłam się z jego szyi na ziemie. Rozglądnęłam się po pokoju. Przez duże okno do pomieszczenia wpadało blade światło, przez co było widać zarys mebli. Spojrzałam z lękiem na szafę. Była bardzo duża i straszna. Przełknęłam ślinę i skierowałam się w stronę łóżka. Zanurkowałam pod kołdrę i ułożyłam się wygodnie. Spojrzałam na tatę. Opierał się o drzwi i patrzył na mnie spod przymrożonych powiek. Uśmiechnął się i zamknął drzwi mówiąc dobranoc. Właśnie tego nienawidziłam najbardziej. Jest ciemno, ja sama, a tata się dziwnie zachowuje po słuchaniu wiadomości. Chwilę powierciłam się na łóżku. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na budzik. 0:00...0:01....0:02. Nawet nie zauważyłam kiedy już spałam.                                                                                     ^^^ -Ano...kim ty jesteś? - spytałam widząc ciemną postać w rogu mojego pokoju. Stała tam i patrzyła na mnie, a jej oczy świeciły bielą w ciemności. Rozglądnęłam się w około. Mój pokój był taki...nie-pokojowaty. Zacisnęłam pięści, ale coś mi tu nie pasowało. Serce zaczęło mi walić jak młotem. Spojrzałam na swoje dłonie i wydałam z siebie cichy jęk. Moje palce były długie i kościste. Złapałam się za czoło. Myśl racjonalnie!! To sen! Sen!! Odkryłam z siebie kołdrę. Miałam długie nogi...takie jakie mają dorosłe osoby. Zauważyłam ruch. Zanim zareagowałam postać skoczyła na mnie przygwożdżając mnie do łóżka. Przerażona widokiem nie mogłam nic z siebie wydusić. Postać okazała się chłopakiem kilka lat ode mnie starszym. Patrzył na mnie spod wypalonych powiek z krwawym i szerokim uśmiechem na ustach. Przysunął mi nóż do gardła....                                                       I wtedy usłyszałam krzyk kobiety....


Obudziłam się cała zlana potem. Byłam w swoim pokoju. Spojrzałam na budzik. 2:40...2:41. Wtuliłam się w poduszkę by nie było słychać mojego płaczu. Bałam się. Bardzo. Zmusiłam się by nie zawołać tatusia, bo bym wszystkich pobudziła. Po kilku minutach wstałam z łóżka. Postanowiłam, że pójdę do pokoju mamusi i tatusia i tam prześpię się. Zeszłam po schodach. Ja z braciszkiem spaliśmy ,,na górze", a rodzice ,,na dole". Tak nazywaliśmy piętra. Przetarłam oczy i otworzyłam drzwi. -Mamusiu...yh!? Weszłam do pokoju i osłupiałam. Mamusia leżała na łóżko. Była strasznie blada. Zauważyłam, że kołdra jest cała w krwi. Podeszłam bliżej i potknęłam się o coś. Jęknęłam. Po policzkach płynęły mi gorące łzy. Spojrzałam co było przyczyną mojego upadku. Krzyknęłam. -Tatusiu!! Tatusiu!! Zaczęłam szlochać. Ojciec leżał na ziemi z pustym wzrokiem. Jego pleców wystawało ostrze. Zwykły nóż kuchenny. Krzyknęłam przerażona i wybiegłam z sypialni rodziców. Serce biło mi jak szalone. -...To nie prawda!!! - krzyknęłam pędząc na górę po schodach -...To zły sen!! Otworzyłam drzwi od pokoju brata. Zderzyłam się z czymś i upadłam na ziemie trzęsąc się. W głowie mi huczało a gardło było ciśnięte przez ogromną gulę. Okazało się, że zderzyłam się z wysokim chłopakiem. Łzy rozmazywały mi obraz, więc nie widziałam go dokładnie. Wiem tylko, że miał białą bluzę. Otarłam łzy rękawem. Głośno oddychałam. Chłopak zaczął się śmiać, a mnie serce stanęło. Spojrzałam na łóżko brata. Leżał tam cały we krwi. Krzyknęłam i zaczęłam się cofać do tyłu. Postać przede mną miała czarne włosy do ramion, bladą twarz, wypalone powieki i wydłużony krwawy uśmiech. Wyglądał na 13-14 lat. W ręku trzymał szkarłatny nóż. Przestał się śmiać. Obrzucił mnie spojrzeniem. Wiedziałam, co teraz nastąpi... -Nie...zostaw mnie...! - zawodziłam, ale wiedziałam skądś, że koszmar wcale mnie się nie posłucha. Wstałam nadal cofając się do tyłu i czekając, aż wreszcie dotknę plecami ściany. Morderca patrzył na mnie i nie ruszał się. Czyżby na coś czekał? Kątem oka spojrzałam na schody. Odczekałam chwilę i ruszyłam pędem w stronę wyjścia. Towarzyszył przy tym mdły zapach krwi i strachu. Było ciemno. Potknęłam się o ostatni stopień i upadłam. Po policzkach płynęły mi łzy. To koniec. KONIEC!! Chciałam wstać, ale osobnik nadepnął mi na plecy uniemożliwiając mi to. Zaczęłam jęczeć i błagać o litość. Nastąpiła chwila ciszy. Odwróciłam trochę głowę by ujrzeć moje przeznaczenie. Chłopak patrzył na mnie z błyskiem w oczach. Nachylił się i wyszeptał mi do ucha. -,,Istnieję po to by zabijać. Zabijając odkryłem sens własnego życia." A dla ciebie upadły aniołku mogę przestać na chwilę oddychać, bo ujrzałem szkarłatne oczy mordercy - wyszeptał. Jego głos brzmiał spokojnie. Otworzyłam szerzej oczy. Rzeczywiście miałam ,,czerwone oczy". Wyjęczałam coś i zaczęłam się kręcić gdy ten wybuchnął głośnym śmiechem. Chwycił mnie za tył kołnierza i uderzył o ścianę. Poczułam ostry ból, więc krzyknęłam. Nasze głowy dzieliło kilka centymetrów. Mimo, iż chłopak miał wypalone powieki marszczył brwi tak, że w ogóle nie było tego widać. Przystawił nóż do mojego prawego oka nadal się chichrając.

,,Dziś zamordowano kolejną osobę"...

...,,Podejrzewamy, iż mordercą może być Jeff znany także jako ,,Jeff The Killer"...

Pokręciłam głową. Morderca oblizał wargi i ,,uśmiechnął się". Nastąpiła chwila, której się obawiałam...Chłopak wydłubał mi oko i rzucił na podłogę. Zaczęłam krzyczeć z bólu. Czułam się jakby ktoś wbił mi szpilki w najczulsze miejsca na skórze. Chwyciłam się za dziurę w oku próbując zatamować krew. -...Ale jakieś trofeum musi być... Tylko tyle zrozumiałam. Spojrzałam jednym okiem na Jeffa. Z ciekawością przyglądał się mojemu oku chichrając się. Nagle wybuchnął głośnym śmiechem i odwrócił się na pięcie. I wtedy pochłonęła mnie ciemność...                                                        Dziś, Gdzieś w Japonii

-Hai! Tu ma pani wypis - Sekretarka podała mi gruby plik kartek. 1 rok w szpitalu, 5 lat w psychiatryku za myśli mordercze. Zmusiłam się na wymuszony uśmiech i odebrałam od kobiety dokumenty. Poprawiłam torbę i wyszłam z zakładu. Czułam się taka...wolna. Przekroczyłam teren zakładu i wsiadłam do najbliższego autobusu jaki stał na parkingu. -Gdzie pan jedzie? - spytałam płacąc mężczyźnie za kierownicą. Był to starszy pan z wąsami. Otaksował mnie uważnie spojrzeniem co było nie miłe i uśmiechnął się. -Do stolicy Znów się uśmiechnęłam i wkroczyłam w głąb pojazdu. Śmierdziało tu papierosami i jeszcze czymś. Usiadłam z tyłu i otworzyłam torbę. Było tu dużo ubrań...i tyle. Spojrzałam na siebie. Miałam czarne rajstopy, krótką spódniczkę i żółty sweter. Do tego jeszcze długie czarne włosy zaplecione w dwa kucyki czerwonymi wstążkami. Chrząknęłam cicho gdy zauważyłam, że autobus ruszył. Byłam sama. Wyciągnęłam z torby MP3 i założyłam słuchawki. Włączyłam piosenkę. Leciała jakaś strasznie mdła i wolna. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na powoli oddalający się psychiatryk. W piersi powoli rosło mi poczucie spokoju i ,,radości". Radości, że w końcu mogę dorwać Jeff'a The Killer'a.                                                                                      ****      Otworzyłam drzwi od mieszkania w którym miałam mieszkać. Pachniało tu kwiatami. Ściągnęłam buty. -Przepraszam za najście... Prawie natychmiast pojawiła się przy mnie starsza pani. Sięgała mi ledwie do ramienia. Miała szare włosy zaplecione w warkocz i niebieski fartuch. Uśmiechała się spod pomarszczonej twarzy. Skinęłam głową. -Jestem Yami...mam tu mieszkać - powiedziałam bez zbędnych wstępów na co staruszka kiwnęła głową. -Miło mi, nazywam się Aya Shibata - przedstawiła się głosem dobrej babci. Uśmiechnęłam się lekko i wskazałam na torbę. -Gdzie mój pokój? Aya machnęła ręką bym za nią poszła. Po drodze przez korytarz mówiła o podwieczorku, na którym wszyscy domownicy muszą być. Ja tymczasem oglądałam wielkie obrazy ciągnące się przez cały korytarz. Przedstawiały one anioły, demony, łąki i zakochane pary. Szczególnie moją uwagę przykuł obraz z upadłym aniołem. Klęczał na na ziemi, a jego twarz przysłaniały czarne włosy. Z jego łopatek ziały dwie czerwone dziury. ,, Dla ciebie upadły aniołku mogę przestać na chwilę oddychać"... - ...Ooo! widzę, że ,,zbuntowany anioł" przypadł ci do gustu - zagadnęła staruszka wymachując palcem przed moimi oczyma - niestety chyba go wyrzucę... Przekrzywiłam głowę. Ten obraz był w jakimś sensie piękny. -,,Każdy z nas jest aniołem. Tyl­ko większość są upadłymi ". Mogę go powiesić w pokoju? - spytałam przy okazji cytując wiersz. Bardzo je lubiłam, tak jak czytać. Tak starałam się zabić czas spędzony w psychiatryku. Większość była o upadłych aniołach, a druga połowa o mdłych romansidłach. Kobieta chwyciła za ramy i pociągnęła. Podała mi obraz. Tam gdzie przed chwilą wisiał było widać ciemny kwadrat. Uśmiechnęłam się lekko, ale prawdziwie. Dawno się tak nie uśmiechałam. Ruszyliśmy dalej. Aya otworzyła drzwi od mojego pokoju i odeszła. Weszłam do środka, a moją twarz okrył cień. To pomieszczenie wyglądało tak znajomo.... Ściany były fioletowe i pooblepiane różnymi gazetami ważnych wydarzeń, podłoga z drewna ( przy każdym kroku skrzypiała). Z rogu stało wielkie biurko, a naprzeciwko szafka i łóżko. Podeszłam do okna przy okazji kładąc obraz anioła na szafkę i wyjrzałam na zewnątrz. Było ciemno i padało. Odetchnęłam  i padłam na łóżko. Przekrzywiłam głowę. Koło drzwi stało lustro. Obejrzałam się . Żółty sweter, spódniczka, czarne włosy... Zmarszczyłam brwi. Prawe oko miałam zasłonięte włosami, więc nie było go widać. - Przerażający jest mrok upadłych aniołów, Jeff'ie. I niedługo się o tym przekonasz...

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki